Proszę o przesyłanie aktualności na adres: gimgasocin1@wp.pl

Gimnazjaliści wspominają włoskich kolegów i kolażanki

Gimnazjaliści wspominają włoskich kolegów i koleżanki

 

Jesteśmy uczestnikami programu Comenius, który polega na wymianie międzyszkolnej polsko-włoskiej. Ubiegłego roku w maju wyruszyliśmy w drogę do Włoch, aby lepiej poznać życie świętego Jana Pawła II. Byliśmy pozytywnie nastawieni do wyjazdu i ogromnie ciekawi, co nas czeka. Gdy nasza piętnastoosobowa grupa wraz z opiekunami dotarła na miejsce, wszyscy przywitali nas uśmiechem przesiąkniętym optymizmem.

                Przez dwa tygodnie poznawaliśmy kulturę włoską. Codziennie śniadania były na słodko- ciastka i mleko. Bardzo nam to smakowało. Nasi młodsi koledzy i koleżanki uczęszczali codziennie do szkoły, jednak okazało się, że dniem nauki była także sobota. Lekcje zaczynały się na ogół o 08.00 i były urozmaicone. Najciekawszą według nas była plastyka, w trakcie zajęć mieliśmy czas na przerwę obiadową. W tamtejszej szkole stołówka znajdowała się w piwnicy i było to chyba najchłodniejsze pomieszczenie w całym budynku. Dania na obiad były przepyszne. Wielu chciałoby, żeby i w polskim menu naszej szkolnej stołówki znajdowały się włoskie pyszności. Po zjedzeniu posiłku zawsze wychodziliśmy na dwór, by odpocząć. Taka godzinna przerwa w ciągu dnia. Spędzaliśmy ją na różnych grach i zabawach.

                A teraz powspominajmy trochę naszych włoskich kolegów… Ja mieszkałam u Giady. Od samego początku wydawała się być miłą i sympatyczną dziewczyną, choć pierwszego dnia miałyśmy mały kłopot z porozumieniem się, ale szybko to minęło i złapałyśmy świetny kontakt. Giada jest ode mnie młodsza, lecz mimo różnicy wieku mamy te same upodobania i zainteresowania. Obie lubimy ciepłą, słoneczną pogodę, grę w siatkówkę, a nawet słuchamy podobnej muzyki. Pamiętam, że prawie każdego wieczoru spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu. Lubiłam to, ponieważ mogłyśmy w ten sposób siebie bliżej poznać. Wtedy wraz z innymi dziewczynami z polskiej grupy uczyłyśmy Giadę i jej przyjaciół tańca Zoomba, grałyśmy razem w siatkówkę albo w piłkę nożną, chodziłyśmy na spacery. Nie można było się nudzić. Giada ma wspaniałych rodziców oraz starszą siostrę, Silvie. Z nimi również miałam dobry kontakt. Bardzo smakowała mi kuchnia włoska. Najlepszym daniem robionym przez mamę Giady była zupa serowa i pizza. Hmm… Aż chciałoby się zjeść. Niestety, nadszedł czas powrotu do Polski. Z tymi ludźmi ciężko było się pożegnać.

Tak nasz wyjazd wspomina Marta Gralewska.

                Zaś Marta Józefowicz o tym wydarzeniu pisze tak: czas wymiany polsko-włoskiej spędziłam u Chiary Bociucio. Miłym zaskoczeniem była wiadomość, że jej rodzicie posiadają własną stadninę. Dziewczyna interesuje się gimnastyką. Raz w tygodniu razem z mamą jeździ do sąsiedniej miejscowości na lekcje gimnastyki. Miałam możliwość zobaczenia jednej z takich lekcji.

Brat włoskiej koleżanki w wolnych chwilach bierze udział w lekcjach kolarstwa. Kilkakrotnie obserwowałam jego zajęcia. Jej tata zajmuje się stadniną.

W niedzielę razem z włoską rodziną pojechałam na festyn. Impreza nie różni się od organizowanych w naszym kraju. Jedynym dużym zaskoczeniem okazał się dużych rozmiarów słoik Nutelii, wykorzystywany do robienia naleśników.

Bardzo polubiłam Chiarę i jej najbliższych, ponieważ zarówno ona i jak jej rodzina odnosiła się do mnie w przyjacielski sposób. Z chęcią powtórzyłabym zeszłoroczny wyjazd do Włoch.

Z niecierpliwością czekam na ich niedługi przyjazd.

                Olga Krupińska swojego kolegę przedstawia w następujący sposób: będąc we Włoszech, mieszkałam u Michela Pompeia. Michel ma ładnie urządzone mieszkanie, w którym mieszka z rodzicami i starszym bratem. Chłopiec interesuje się kolarstwem, uczęszcza na treningi, ma bardzo dużo pucharów. Mieszka na wsi w bardzo pięknej okolicy. Hoduje konia, kozy i osiem psów. Z okna pokoju, w którym mieszkałam, rozciągał się widok na wzgórza.

Bardzo polubiłam Michela , ponieważ to fajny chłopak, którego przez dwa tygodnie pokochałam jak brata. Podczas pobytu we Włoszech jego rodzina oraz on sam traktowali mnie jak rodzinę, dzięki czemu poczułam się jak w domu.

                Swoją włoską koleżankę Magda Baczyńska i Gabrysia Wierzbowska wspominają tak: nasz dwutygodniowy pobyt we Włoszech spędziłyśmy u Sary Manesto. Mieszkanie Sary jest pięknie urządzone. Pierwsze, co nas zdziwiło, to schody ze szkła.

                Sara ma bardzo długie, czarne włosy i ciemną karnację- jak „prawdziwa Włoszka”. Dziewczyna interesuje się tańcem i uczęszcza na zajęcia taneczne. Mogłyśmy być świadkami takiej lekcji. Jej nauczycielka tańca była bardzo miła i również nam pozwoliła potańczyć, ale nie dorównywałyśmy umiejętnościom Sary- prawdziwa z niej tancerka. Jej rodzice są bardzo mili. Już pierwszego dnia powiedzieli, że możemy się u nich czuć jak w domu. Mama dziewczyny jest kwiaciarką, ale również masażystką i katechetką. Natomiast tata pracuje w firmie elektronicznej.

                Sara zabierała nas na spacery ze swoimi przyjaciółmi i pokazywała nam wszystkie miejsca w Massa Martana. Bardzo ją polubiłyśmy, ponieważ zawsze się o nas troszczyła, była bardzo przyjacielska oraz zabawna.

                Włoszka ma również starszego brata i siostrę. Oboje już studiują, ale miałyśmy okazje ich poznać, gdy przyjechali do domu odpocząć. Marta- tak ma na imię siostra Sary-chociaż jest starsza od nas, to przyjemnie się z nią rozmawiało. Zawsze była ciekawa, jak się nazywają różne rzeczy po polsku. Było bardzo zabawnie, jak je wymawiała, bo zawsze coś przekręcała. Jej brat-Giacomo- interesuje się koszykówką i lubi pomagać swojej mamie w zajęciach związanych z pracą katechetki.

                Każdego dnia przed posiłkiem odmawialiśmy krótką modlitwę. Zawsze przy kolacji rozmawialiśmy o kulturze naszych krajów i obyczajach. Może w przyszłości zobaczymy się z nimi jeszcze raz.

                Nasz kolega, Patryk Zaręba, swój pobyt wspomina tak: było świetnie i wesoło. Codziennie uczyliśmy się we włoskiej szkole w miejscowości Massa Martana. Poznaliśmy miejscowe obyczaje, kulturę, tradycję i kuchnię. Zajadaliśmy się codziennie ich potrawami, które nam bardzo smakowały. Włoska pizza jest wspaniała, a owoce morza, które często jadałem, bardzo przypadły mi do gustu.

                Często zwiedzaliśmy pobliskie włoskie miejscowości, śladami Jana Pawła II, naszego papieża. Mogłem zwiedzić Rzym, Toddy, Asyż. Pogoda dopisywała, chociaż czasami było chłodno, ale było warto tam pojechać. Podobały mi się drzewka oliwne, które u nas nie rosną. Zachwyciła mnie także bazylika. Moim kolegą był Michaelangelo, który kilka razy w tygodniu trenował kolarstwo. Oglądałem czasami jego popisy, na które zabierali mnie jego rodzice. Ten czarnowłosy chłopiec był bardzo zabawny, bardzo roześmiany, potrafi również rozweselić innych. Miał bardzo dużo przyjaciół, z którymi codziennie po szkole graliśmy w piłkę nożną i rugby. Wieczorem wychodziliśmy się spotkać z jego kolegami. Poznałem także dziadków Michaela, których odwiedzaliśmy z rodzicami włoskiego kolegi. Ugościli nas aż sześcioma gatunkami pizzy własnoręcznie przez nich zrobionej. Gościliśmy też na festynie , gdzie miałem przyjemność spróbować pysznych lodów i słodkich ciastek. Ostatniego dnia na pożegnanie rodzice zorganizowali nam uroczystą kolację i podarowali fajną koszulkę.

                Zawsze było wesoło, nigdy się nie nudziłem. Na długo pozostaną w mojej pamięci.

                O swoim pobycie we Włoszech Sandra Losz opowiada w następujący sposób: w ramach wymiany uczniowskiej Comenius byłam u Virgini i jej rodziny. Bardzo dobrze się z nią porozumiewałam, miałyśmy wiele wspólnych tematów. Często jeździłyśmy na wycieczki rowerowe. Prawie każdego wieczoru odwiedzałyśmy innych uczestników projektu lub to oni przyjeżdżali do nas. Moja włoska koleżanka nie lubiła warzyw i owoców, za to kochała czekoladę. Byłam zdziwiona tym, że u nich wszyscy kładą się bardzo późno spać i wstają wcześnie, a nadal są pełni energii.

                Odwiedziny wspominam bardzo mile, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się powtórzyć ten wyjazd.

                Paulina Krakowska tę przygodę wspomina tak: Moja włoska koleżanka, Valentina Liberati, z którą poznawałam się przez dwa tygodnie, była miła i sympatyczna. Mimo iż obie mówiłyśmy w innych językach, starałyśmy się nasz czas wolny spędzać jak najweselej. Valentina była ode mnie młodsza, ale nie stało to na przeszkodzie w zaprzyjaźnieniu się. Dziewczynka miała bardzo ładne, długie, brązowe włosy, które zazwyczaj nosiła rozpuszczone, jasną cerę i szczupłą sylwetkę. Interesowała się tańcem. Zawsze, gdy wracałyśmy tańczyła. Lubiła również grać ze mną w gry planszowe, których miała dość dużo. Cały pobyt przebiegł w bardzo miłej atmosferze, którą zapewnili domownicy.

                Wyjazd w ramach projektu Wiktoria Losz wspomina bardzo miło: podczas pobytu we Włoszech mieszkałam u Lorenzo Ricotti, który ma dwójkę młodszego rodzeństwa, Simone i Martine. Bardzo lubi grać w piłkę nożną i tańczyć. Uczęszcza wraz z siostrą na zajęcia tańca towarzyskiego. Jest bardzo związany ze swoją rodziną, szczególnie z dziadkami i ciocią, która mieszkała obok niego.

                Zazwyczaj po lekcjach spędzaliśmy czas z jego rodzicami. Bardzo mi się podobała ta forma odpoczynku, ponieważ była bardzo ciepła atmosfera. Włosi mają zwyczaj chodzenia spać około północy, co dla nas jest zaskakujące, gdyż już o siódmej rano witają nowy dzień wypoczęci.

                W weekend wszyscy wybraliśmy się na uroczystość komunii Martiny. Było to niezapomniane przeżycie. Mogłam porównać te obrzędy z polskimi.

                Mój pobyt wspominam ze wzruszeniem dzięki przepysznym daniom mamy Lorenzo.

Natomiast Gabrysia Duszyńska pisze tak: Pobyt we Włoszech wspominam bardzo dobrze. Trafiłam na sympatyczna rodzinę. Giovanni, bo tak miał na imię mój włoski kolega, był dla mnie bardzo miły. Z chęcią pomagał odnaleźć mi się w nowym dla mnie środowisku. Mamy podobne zainteresowania. Giovanni, podobnie jak ja, uwielbia piłkę nożną. Gra nawet w pobliskim klubie, jest bramkarzem. Oprócz tego uczy się gry na keyboardzie. Byłam w szoku, gdy pierwszego dnia dał pokaz swoich umiejętności i zagrał swoje ulubione piosenki. Jest naprawdę świetny ! Mamy wiele wspólnych wspomnień, ale jednym z tych najciekawszych była sytuacja, gdy trzy dni przed moim powrotem do Polski, Giovanni wraz z siostrą Teresą oznajmił, że wyjeżdżają na wycieczkę i już się nie zobaczymy. Cały wieczór przesiedzieliśmy smutni, żegnając się. Byłam przekonana, że to oni obydwoje wyjeżdżają. Następnego dnia rano zobaczyłam Giovanniego w drzwiach mojego pokoju. Moja mina wyglądała tak, jakbym co najmniej zobaczyła ducha. To zabawne, do jakiej sytuacji może doprowadzić nieznajomość języków obcych.

                Mam nadzieję, że pobyt w Polsce będzie równie udany, jak ten we Włoszech. Z niecierpliwością czekam na ich przyjazd.

                Weronika Kamińska o swojej włoskiej koleżance mówi tak: Elisa Satorelli jest dwunastoletnią, miłą dziewczyną. Zawsze pogodna, jednak trochę nieśmiała. Przez cały okres mojego pobytu była bardzo gościnna, dbała o wszystkie moje potrzeby, a jednocześnie zapewniała wiele rozrywek. Każdego ranka witała mnie uśmiechem.

                Często jeździłyśmy do znajomych. Zazwyczaj wtedy było najciekawiej. Czasami wracałyśmy późną nocą.

                W pamięć zapadła mi gra w siatkówkę. Grałyśmy naprawdę często, można powiedzieć, że był to codzienny rytuał, a kiedy zabrakło piłki do siatkówki- rzucałyśmy do siebie piłką do rugby.

                Czas spędzony z Elisą wspominam bardzo dobrze. Świetnie się bawiłyśmy i miałyśmy wiele czasu na odpoczynek.

Matylda Nowak wspomina chłopca u którego mieszkała. Francesco Cammilli miał 12 lat , mieszkał w dużej kamienicy wraz ze swoją rodziną- dziadkami, rodzicami i dwiema siostrami. Najlepszy kontakt miałam ze starszą siostra Francesca, Clarą, z którą świetnie dogadywałam się po angielsku. Młodsza siostra podczas naszego pobytu miała pierwszą Komunię św.

Sam Francesco to miły, sympatyczny, choć nieśmiały chłopiec. Miał ciemne włosy i ciemną oprawę oczu, jasną cerę i niebieskie oczy. Bardzo lubił jeździć na deskorolce i grać w piłkę, a jego najlepszym kolegą był Gowanni, u którego mieszkała Gabrysia. Jak wszyscy chłopcy w tym wieku lubił grać w gry komputerowe.

                Bardzo się cieszę, że przyjedzie i jestem ciekawa, czy bardzo się zmienił.

Lidka Kalbarczyk o swoim pobycie opowiada tak: Dwa tygodnie spędziłam u Giulii Mirrath. Jej rodzina pochodzi z Niemiec, przeprowadzili się do Włoch około 13 lat temu. Giulia ma 12 lat. Jest bardzo miłą i pogodną dziewczyną. Ma starszą siostrę Elizę. Gdy byłam u niej, jej tata wyjechał na kilka miesięcy do Niemiec, do pracy; więc się z nim nie widziałam. Zauważyłam w jej pokoju sporą kolekcję kulek kauczukowych. Czas wolny często spędzałyśmy, chodząc na boisko i grając w piłkę nożną. Giulia bardzo ją lubi, kibicuje reprezentacji Niemiec.

 

       Debora Jagielska wspomina to tak: W czasie wyjazdu do Włoch zostałam przydzielona do bardzo sympatycznej i zabawnej Ambry Badinelli. Razem z nią i z jej tatą o imieniu Patricio, mamą Sandrą i starszą siostrą Aurorą mieszkałyśmy w przyjaznej i spokojnej okolicy w domu, na parterze niedaleko szkoły. Ambra dosyć słabo mówiła po angielsku i najczęściej porozumiewałyśmy się za pomocą „tłumacz Google” lub z pomocą Aurory. Razem lubiłyśmy grać w karty, siatkówkę, jeździć do znajomych itp. Pobyt w tym domu wspominam bardzo dobrze. Najbardziej podobał mi się wspólny wyjazd nad wodospad, który znajdował się poza miastem Massa Martana. Ambra była zawsze uśmiechnięta i promienna. W chwilach, kiedy tęskniłam za domem lub po prostu było mi smutno, nie musiałyśmy się komunikować, tylko mnie pocieszała. Bardzo się cieszę, że trafiłam właśnie do jej rodziny. Ambra stała się moją przyjaciółką i nie zamieniłabym żadnej chwili spędzonej z nią na coś innego.

Weronika Sieczkowska mówi o tym tak: Na początku wizyty trochę trudno było mi się porozumiewać. W miarę upływu dni coraz lepiej rozumiałam się z Martiną, gdyż spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Martina mieszkała w pobliżu szkoły, gdzie była godzinna przerwa po obiedzie. Wtedy odpoczywałyśmy i mogłyśmy iść do domu. Podczas innych przerw nie można nam było iść do domu. Razem zwiedzałyśmy wiele ciekawych miejsc. Włochy są naprawdę piękne ! Zachwyciły mnie krajobrazy, a przede wszystkim serdeczność tamtych ludzi. Pobyt we Włoszech wspominam bardzo ciepło. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

                Każdy z uczestników projektu Comenius swój pobyt w Massa Martana wspomina inaczej, ale z każdej wypowiedzi bije radość i zadowolenie. Włoskie rodziny otoczyły polskich uczniów opieką i miłą atmosferą. Włochy to ciekawy i kolorowy kraj. Uczestnictwo w projekcie pozwoliło polskim uczniom na zapoznanie się z wieloma ciekawymi miejscami, wspaniałymi ludźmi i ich zwyczajami.

                Warto uczyć się języków obcych, aby poznawać to, co nieznane.

           

                  

    

Włochy 2